sobota, 9 listopada 2013

Od Williama c.d Garaharta



Garuś zostawił mnie samego w piwnicy. To nie ładnie~! Musiałem wołać Hirkę by mi pomogła wyjść, a ta się zaczęła ze mnie śmiać. Ale w końcu znalazłem się w domku~! Dostałem śniadanko i kawę, prawdopodobnie robione przez Garaharta i odgrzewane przez Hiran.
- To zastanowiłaś się już nad ofertą pracy~?- uśmiechnąłem się szeroko dopijając kawę.
- Jeszcze się zastanawiam, a co?
- Potrzebuję sekretarki~! Poprzednią wywaliłem, a mam sporo pracy~!
- Sporo? To znaczy?
- W nocy dostałem 200 sms-ów i dzwoniono do mnie 100 razy, a poza tym muszę zdobyć kilka papierów ze swojego domu~!
- Czyli mamy tam jechać tak?
- Ależ ty mądra jesteś~! Idę po Garusia, potem pojedziemy~!- wziąłem kule i pokuśtykałem do stajni.
To tam zawsze siedział gdy był przygnębiony, a dziś miał jakąś taką smutną minkę, a ja nie lubię gdy moje zabawki mają smutną minkę~!
Znalazłem go śpiącego pod boksem czarnego konia, który miał na imię Gerard. Szturchnąłem go kulą, on od razu się obudził i spojrzał na mnie jakoś smutnie.
Czas zmienić swój charakter~!
- Gar, stało się coś?- usiadłem koło niego, a kule położyłem na ziemi.- Nie lubię gdy jesteś smutny, to przez tamtą dziewczynę co się z nią umówiłeś?

[Garahart?]

piątek, 8 listopada 2013

Od Garaharta cd Williama

Jak zawsze wstałem najszybciej . Zszedłem na dół do kuchni zrobić siadanie dla wszystkich . Włączyłem radio i zabrałem się za omlety . Po pół godziny przyszła zaspana Hiran zastając mnie śpiewając do jednaj z ulubionych piosenek .
- Słysze tu jakieś ukryte talenty - zaśmiała się i usiadła do stołu .
- Mam ich jeszcze kilka w zanadrzu - postawiłem przed nią talerz i kubek kawy .
- Czas naszpikować Willa - wziąłem w rękę dupną strzykawkę .
- Tylko nie bądź delikatny
- Nie mam zamiaru
Will leżał rozwalony na całą długość łóżka . Szturchnąłem go delikatnie .
- Wstawaj królewno
- Nie ! - obrócił się i spojrzał na mnie - Mam ochotę cie wydymać
- Może później teraz muszę ci zmienić bandaż
- Ech .. Życie jest niesprawiedliwe
- Wiem coś o tym - Wziąłem go na ręce i  zaniosłem na dół . Szybko uwinąłem się ze zmianą opatrunku . Wszystko goiło się ładnie .
- Dam tobie kule do chodzenia , możesz już powoli sam się przemieszczać - odwróciłem się szybko od niego widząc że uważnie mi się przygląda . Nie miałem ochoty na drażnienie się z nim .
- Coś się stało ? - spytał dziwnie ... ludzkim głosem , przepełnionym troską .
- Nic - podałem mu kule i wyszedłem szybko z piwnicy zapominaj że Will będzie trochę się męczył z tymi schodami . Ubrałem w pospiechu koszulę i wyszedłem na dziedziniec . Wchodząc do stajni jak zawsze przywitał mnie kwik przestraszonego konia . Oparłem się plecami o boks i osunąłem na ziemię , jak zawsze kiedy chciałem pomyśleć . Musiałem zasnąć bo obudził mnie Will szturchając kulą .
( Will)

poniedziałek, 14 października 2013

Od Williama c.d Hiran

- Co o tym powie Garuś?
Wzruszyła ramionami.
- Przecież jak przyjdzie będzie mógł spać z nami.
- Ooo trójkącik~! Podoba mi się~! 
- To jak? Mogę?
- Możesz~! Ale pomóż mi się ułożyć~!
Stanęła przy łóżku i podciągnęła mnie do góry, od razu lepiej~! Tak się miękko zrobiło~! Zdjąłem sobie bluzkę bo nie miałem zamiaru w niej spać i spojrzałem na Hirke.
- A ty się w pidżamę nie przebierasz? 
- A no tak... Tylko, że tu nic nie mam... 
- Możesz coś wziąć z mojej szafy~!- uśmiechnałem się.- Albo z szafy Garusia, bo on ma większe ciuchy. 
Podeszła do mojej szafy i wygrzebała jakąś czarną koszulkę, założyła ją i zdjęła spodnie. Potem wgramoliła się pod kołdrę i przytuliła do mnie.
- Dobranoc.- mruknęła.
- Dobranoc~!- też zamknalem oczy i zasnąłem, zdałem sobie sprawę, że byłem bardzo wymęczony.
Nie spalo mi się dobrze, było mi gorąco i noga mnie bolała, do tego w środku nocy usłyszałem szmery, nie dochodziły od śpiącej dziewczyny..
Otworzyłem oczy i ujrzałem Garaharta z tą swoją strzykawką. No nie~! Znowu to samo~! Nie miałem jednak siły się szarpać, spojrzałem na niego nieprzytomnym wzrokiem, on się czule uśmiechnął i wbił mi tą monstrualną igłę w ramię. Jęknąłem i zamknąłem na chwilę oczy, nieprzyjemne uczucie...
Gdy igła wyszła z mojego ciała to ponownie otworzyłem oczy i wystawiłem ręce do Garusia.
- Garuś...
- Tak? Śpij...- szepnął i pogłaskał mnie po głowie.
- Połóż się opok mnie... 
Chciałem by też obok mnie leżał, bo chyba darzyłem ich jakimś szczególnym uczuciem, i jego, i Hiran. Nie była to jeszcze miłość, ale to było coś więcej niż ciekawość czy moja "miłość" do wszystkich ludzi.
Mężczyzna uśmiechnał się i zdjął koszulę, najpierw delikatnie przesunał Hiran, potem mnie przełożył na środek i położył się obok, był jak zwykle gorący. Miałem z dwóch stron dwa grzejniki, ale trudno, jakoś przeżyję. Uśmiechnąłem się i zasnąłem.

[Garuś? Hirka?]

Od Hiran c.d Williama

Ruszyłam w podskokach do pokoju Garaharta. Było gorzej niż myślałam, ale moje zwinne i zgrabne rączki sobie z tym poradzą! Zaczęłam od łóżka. Okazało się, że środkowa noga się złamała, przez co wszystko inne też poszło. Szybko wszystko podparłam jakimiś książkami, które znalazłam na dnie szafy i jakoś się trzymało… Właśnie, jakoś, bo jak tylko usiadłam znowu się rozwaliło. Trzeba spróbować inaczej… Wyjęłam wszystkie nogi, a raczej ich pozostałości i już wszystko grało. Jakbym nie mogła zrobić tak od razu… Teraz pozostało tylko posprzątać rozwalony zegar i kubek.. Miejmy nadzieje, że nie był sentymentalistą, bo nic z tym nie mogłam już zrobić. Przed wyjściem jeszcze raz spojrzałam na moje dzieło. Było tak jak powinno być, miejmy nadzieję, że Garuś nie zauważy różnicy.
Teraz pozostało mi już tylko pójść do… Ehhh… właściwie gdzie powinnam pójść? Zajrzałam do Willa. Biedak się nudził. Leżał bez ruchu z otwartymi oczami… przerażające.
- Ekhem… Will? Gdzie mam spać?- Zapytałam.
William otrząsnął się i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się od uch do ucha pokazując ząbki. Jak ja go kocham! To jest aż chore. Ale z radością mogę obwieścić, że jakby miłość była chorobą i wymyśliliby na nią lek, nie wzięłabym go. To było takie przyjemne uczucie. Głos Willa wyrwał mnie z zadumy:
<Will? Mogę z tobą spać? xD>

Od Williama c.d Hiran

Ha~! Wiedziałem~! Oboje się we mnie kochają~! Jak w końcu nie kochać boga~? Ale cóż, to dla mnie tylko zabawa~!
Przerwałem pocałunek i uśmiechnąłem się.
- Niestety w takim stanie nie jestem w stanie nic zrobić~! A poza tym pomyśl też o Garusiu~! Troszkę się wkurzy, prawda~?
- Co mnie on obchodzi?
- Ciebie nic, ale ja nie chcę by moja zabaweczka się na mnie obraziła, bo wtedy szybciej mi się nudzą~!
- Wiesz, że jestes psychiczny?
- Podobno...- pokazałem swoje ząbki.
Jeszcze nigdy się w nikim nie zakochałem i pewnie szybko się nie zakocham~! Każde moje uczucie jest mistrzowsko udawane, umiem je kontrolować i wykorzystuję to dla dobrej zabawy. Nazywają mnie mędą społeczną bez uczuć, lub kleszczem który wysysa życiodajne soki ze swej ofiary i zostawia je w opłakanym stanie. Pewnie to prawda~! Nie chciałem się jednak kłucić ani z Hiruśką, ani z Garusiem, więc musiałem pokazywać im, że też coś do nich czuję. Ale kto wie~! Może któremuś uda się mnie w sobie rozkochać~?
- Ponuro tu masz...- położyła się obok mnie.- W pokoju Gara było lepiej.
- Wiem~! Ale ja w tym pokoju tylko śpię~! I pracuję~!
- Zaczynasz się robić nudny z tą swoją wesołością...
- A wiesz, że mnie to nie obochodzi~? Słuchaj, Hirka... Tak brutalnie się na mnie uwaliłaś, że jest mi teraz niewygodnie... Pomożesz mi się jakoś ułożyć~?
- Nie.
- Dlaczego~?!
- To kara, teraz cierp i nie rozwal niczego bo cię przywiążę.- pocałował mnie znowu i wstała.
- Ale Hiruś~! Przynieś mi przynajmniej laptopa~! Albo komórkę~!
- Nie.- przykryła mnie kołdrą, uśmiechneła się i zniknęła za drzwiami.
Fuknąłem w stronę gdzie zniknęła, dziewczyna jest dobra w torturach.... Potem poskarżę się Garusiowi, a w ogóle jestem ciekaw czy jak te leki przestaną działać to będzie bardzo boleć...

[Hiruś? Garuś?]

O Hiran c.d Williama


Popatrzyłam na szczątki łóżka i się zaśmiałam.
- Nie będę tego sprzątać!- Wskazałam palcem cały ten bałagan i znowu się zaśmiałam. Nie mogłam się powstrzymać. Śmiałam się do łez, a Will patrzył na mnie jak na idiotkę. O matko to takie słodkie!
- Dobra dość tego!- Podeszłam do rozwalonego łóżka i podałam rękę Willowi.- Chodź. Przeniosę cię do twojego pokoju. Ten bałagan najwyżej uprzątniemy później.- Will złapał mnie. Niestety moja ręka mnie zawiodła i facet z powrotem spadł na materac. No tak… w końcu jak pojechałam do klubu to przywaliłam jakiemuś gościowi w ryj, bo nie chciał mi miejsca ustąpić. Niestety jak się potem okazało koleś miał strasznie twardą szczękę… Chyba sobie coś wybiłam, lub skręciłam, ale nie przejmowałam się tym za bardzo.
- To takie słodkie, że mi pomagasz Hiruś, ale dam sobie radę sam. No chyba, że bardzo chcesz mnie podtykać!- Uśmiechnął się do mnie pokazując przy tym śnieżnobiałe zęby.
- No jasne, że chce.- Złapałam go za ramię i podciągnęłam do góry. Will powiesił się na mnie całkowicie. Nie mógł ruszać nogami… Skutek uboczny leku Garaharta. No cóż, nie miałam wyjścia, musiałam wziąć go na ręce. Przeniosłam go przez próg jak pannę młodą. Ten znowu się wyszczerzył.
- Hiruś! Nie wiedziałem, że już jesteśmy na tym etapie! Czy to, aby trochę nie za wcześnie? Nawet się nie całowaliśmy!- Troszkę mnie to wkurzyło, więc walnęłam jego łbem o framugę drzwi. Oczywiście rozdarł się na całe gardło, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Gdy byliśmy już w jego pokoju zaczęłam rozmyślać jak go położyć na łóżku. Na moje szczęście nie musiałam się za długo zastanawiać, bo potknęłam się o jakąś rozrzuconą po podłodze szmatę. Wylądowaliśmy razem na łóżku. Nagle jego oczy znalazły się wyjątkowo blisko, było jasno bursztynowe, wręcz miodowe. Nie zauważyłam tego wcześniej, ale miał wyjątkowo gładkie włosy. Przejechałam ręką po jego głowie i… Zauważyłam jego uśmieszek. No tak, co ja właściwie do cholery robiłam! Kiedy się stałam taka miękka!? Żadem facet jeszcze tak na mnie nie działał. Cofnęłam rękę i zrobiłam się cała czerwona. Teraz dopiero zauważyłam, że leżałam na nim całym swoim ciałem. Czułam bicie jego serca na piersi, biło wyjątkowo równomiernie, jakby to, co się teraz działo nie miało na niego żadnego wpływu.
- Ja.. ja… - Nie mogłam się wysłowić.
- No mała... Nie musisz nic mówić… Wiem, że masz na mnie ochotę. - Przytknął swój palec do moich ust. To już było dla mnie za wiele. Tętno mi przyspieszyło, w brzuchu poczułam stado motyli. Nie wiedząc, co robię przyciągnęłam go jeszcze bardziej do siebie i złączyłam jego usta z moim.
<Willuś?>

Od Williama c.d Garaharta



I znów byłem przykuty do wyrka… No ja tutaj nie usiedzę! Garuś podał mi końską dawkę tego leku i nogami poruszyć nie mogłem. Obiema!
- Garek ja cię kiedyś zgwałcę, zobaczysz. – mruknąłem obrażony na niego.
Chłoptaś szykował się do wyjścia i pindrzył się przed lustrem, ja tam bym poszedł w czarnym T-shirtcie i czarnych spodniach~! Czyli tak jak zwykle~!
- Prędzej ja ciebie, niż ty mnie.
- Przez ciebie nie mogę się ruszać! Ty bogobójco!
- Przynajmniej mam pewność, że nie będziesz się ruszać. Masz gorączkę?
- Nie.- nadąsałem się.
Podszedł do mnie i sprawdził mi czoło.
- Masz.
- Nie mam!- zakryłem się cały kołdrą.
- Jak chcesz, ja lecę, Hiran zadzwoniła, że zaraz będzie.
- Tak, tak, idź już.
Uśmiechnął się do mnie czuło i wyszedł z pokoju. O jak mi się nudno zrobiło… Nie ma żadnych zabawek którymi mogę się pobawić~! Całą robotę mam wykonaną, spać mi się nie chce i jest mi nudoooooo~! Kiedy ta Hiran przyjedzie~? Chciałbym już ją powkurzać~!
Wtedy usłyszałem, że dzwoni jeden z moich telefonów, coś się dzieje~!
Zacząłem przeszukiwać kołdrę, niczego nie było, potem szukałem go wzrokiem po pokoju, leżał sobie na biurku na drugim końcu pokoju i wibrował.
- No, no, to aż tam zaszedłeś~? Niestety nie pójdę po ciebie więc się zamknij~!- komórka posłusznie zamilkła, lecz potem znów zaczęła dzwonić.- Nie słuchasz się boga? To nie ładnie~!- wziąłem jakąś ciężką rzecz i rzuciłem w telefon.
Sam nie wiem czym rzuciłem, ale to chyba był kubek. Oczywiście kubek nie trafił w telefon tylko w jakiś wielki zegar. Jak się domyślacie zegar poleciał na podłogę z wielkim trzaskiem.
- Ojjj~! Garus się wkurwi~! Ale przynajmniej telefon się zamknął~!
Wtedy do pokoju weszła Hiran, widać że była bardzo zezłoszczona.
- Co ty odpierdalasz?!
- Nic~!- uśmiechnąłem się szeroko.
- Jak to nic?! A to co to jest?!- wskazała na zegar.
- To samo spadło~!- zrobiłem minę niewiniątka i zakryłem nos kołdrą.
Wtedy cos pode mną gruchnęło i skrzypnęło, wybałuszyłem oczy i całe łóżko poleciało, widocznie nogi tego wyrka nie wytrzymały rewolucji Garaharta~!
- Ło kurwa! Tu się wszystko wali~!- zaśmiałem się.

[Hiran?]

Od Garaharta cd Williama

- Jesteś niemożliwy wiesz - Otrzepałem się i zabrałem resztki mojej godności z podwórka . Chciałem zawołać jeszcze Hiran żeby pomogła mi z Willem ale jej już nie było . No świetnie , musiałem sam jakoś przetrwać z rannym psychopatą . Podszedłem do Willla i objąłem go .
- Ele masz buły - mruknął dotykając moich ramion kiedy go podnosiłem . Zaniosłem go spowrotem do mojego pokoju i niezbyt delikatnie położyłem na łóżku ( bolał mnie trochę tyłem po upadku ) .
- Poczekaj tu chwilkę , przyniosę coś co powinno pomóc ... spróbuj się nie zabić w tym czasie
-Dobrze kochanie - pomachał mi .
Pobiegłem do piwnicy i przygotowałem drugą strzykawkę z lekami . No co ? Nie obiecywałem że będzie to coś innego . Wiedziałem że Will będzie oporny , więc nie miałem innego wyjścia jak wziąć długie i mocne bandaże . Kiedy wszedłem do pokoju , grał w coś na komórce .
- Nareszcie - odłożył telefon i spojrzał na mnie z niedowierzaniem w oczach - Co ! NIE !!!
- O tak - skoczyłem do niego w samą porę bo chciał rzucić we mnie laptopem .
- Nie zrobisz tego , nie dam się wziąć żywcem !!- krzyczał . Szarpałem się z nim tak chwilę , aż do chwili gdy usiadłem na nim rozkraczony .
- Gar , znamy się od niedawna mógłbyś wpierw postawić drinka - spoważniał nagle . W tedy dopiero uświadomiłem sobie naszą pozę .
- To nie .. nie miało .. Ech - wkurwiłem się na widok jego zacieszu na twarzy - Stul pysk
- Ohoho , niezły ogier z ciebie . Ta strzykawka to tylko taki pretekst , dajesz mi leki ja nic nie pamietam i potem budzę się wykorzystany obok ciebie - zaśmiał się znów - Jak jakiś gejowski horror
Nie odpowiedziałem na jego zaczepkę tylko szybko sięgnąłem po bandaże i przywiązałem mu ręce do łóżka.
- Robi się ciekawie - cmoknął i mrugnął do mnie .
- Pewnie - oblizałem wargę i sięgnąłem po strzykawkę . Chwila krzyku i już było po wszystkim . Will leżał z obrażoną mina na łóżku .
- Aż tak bolało ?
- Tak
- Nie bądź już taki delikatny - odwiązałem mu ręce i poprawiłem poduszkę - Dzisiaj wieczorem zostaniesz z Hiran ... Jeśli się zjawi , a jak nie to będę musiał odłożyć to na kiedy indziej
- A co takiego ? - był wyraźnie bardzo zaciekawiony gdzie się wybieram - Idziesz robić lewatywę bykowi
- Nie , idę na spotkanie z dziewczyną
- Do bractwa ?
- Nie , na spotkanie towarzyskie
- Czyli masz randkę ?
- Chyba tak ... Raczej tak
- Fajna jest ? Ładna ? Jakie ma cycki ?
- Nie muszę się tobie spowiadać ... rozmiar c
- No to można się pobawić - zaśmiał się chytrze - Nie zapomnij gumek
- Nie zapomnę
( Will )

niedziela, 13 października 2013

Od Williama c.d Hiran

Tylko dziewczyna wyszła to wybuchnąłem śmiechem, jaka ta zabaweczka cudowna~! Garuś spojrzał się na mnie dziwnie.
- Nie rozumiem z czego się cieszysz...
- Z tych emocji~!
Jak się spodziewałem mam sporo pracy, czyli zarwę nockę~! Trudno~! Musiałem jednak teraz wstać. Zamknąłem laptopa i wychłeptałem całą kawę, potem szeroko uśmiechnąłem się do Garusia.
- Zrób mi więcej kawy~!
- Nie, mieszanie leków z kawą to nie jest dobry pomysł, a poza tym, ty masz spać.
- Ale doktorku~!-jęknąłem.- Muszę iść się umyć... Cały się lepie...
- Później ci pomogę, teraz podam ci leki.- wziął z biurka jakąś monstrualną strzykawkę, na widok której dostałem gęsiej skórki.
- Chyba żartujesz... Nie dam sobie tego wbić...- zrobiłem przerażone oczy.
- Nie ma rady...- zbliżył się do mnie i już miał mi to wbić, ale pchnąłem go i strzykawka poleciała na podłogę tłukąc się.- Co ty kur... Ah nie ważne, idę po drugą, zaraz wracam.
Tylko gdy wyszedł zacząłem wychodzić z łóżka, noga tak bolała, że prawie nie mogłem nią ruszać. Jednak udało mi się jakoś wstać, w końcu jestem bogiem, nie~? Dał mi się też we znaki niedobór krwi, ale sunąłem dzielnie do przodu co chwila się potykając. Musiałem stąd uciekać~!
Gdy wyszedłem z pokoju to byłem cały spocony. Teraz to na pewno będę musiał się umyć~!
Gdy tak dreptałem to doszedłem do wniosku, że muszę sobie kupić kule do podpierania się, bo nie usiedzę przecież w łóżku~! Usłyszałem jak Garahart wychodzi z piwnicy. Oj~! Jeśli się nie pospieszę to mnie dorwie, skrzyczy i jeszcze nie wiadomo co~! Pech chciał, że tak zabolało, że upadłem. I wtedy mnie Garuś zauważył.
- Will! Dlaczego ty..?!
- Nie~!- krzyknąłem.- Ja nie jestem koniem! Taką igłę możesz sobie w dupę wsadzić!
Zaśmiałem się, bo po zastanowieniu to byłoby bardzo śmieszne.
- Nie mam innych igieł!
- Dlaczego bóg musi tak cierpieć~!?
- Właśnie nie chcę byś cierpiał.- zrobił zmartwioną minę.- Cały czas masz gorączkę, twój stan jest ciężki, a ty sobie wyłazisz z łóżka. Zobaczysz! Tym razem podepnę cię do kroplówki i pozabieram komórki i laptopa!
- Nawet się nie waż~!- zrobiłem zszokowaną minę.
Garahart chciał do mnie podejść z tą wielką strzykawką, ale we własnej obronie pociągnąłem za dywanik na którym stał i potem kopnąłem go w zadek. Garuś poleciał na drzwi~! Drzwi jednak się zerwały i wyleciał na podwórko~!
Zacząłem się strasznie śmiać, no bo to przecież było śmieszne! Zobaczyłem też Hiran stojącą przy motorze, też się śmiała.
- Sory Garuś~! Ale to było konieczne~!
Garahart powstał. To mógłby być ciekawy tytuł filmu~! Powstanie Garaharta z błotnych odmętów~! Ja chcę być reżyserem~! Albo mogę grać samotną dziewicę~!
Ale wracając do tematu, Garahart spojrzał na mnie wściekle.
- Teraz to pożałujesz... Już się nad tobą nie zlituję!- krzyknął na końcu.
- Oj... Dobra~! Przepraszam~! Gar... Ja ni chcę by bolało...~!
[Garahart?]

Od Hiran c.d Williama

- Że co?- "O nie, nie! Nie zgadzaj się! Ty może z nim wytrzymujesz, ale pomyśl też o mnie! A co jak będzie nas wykorzystywał? Pomyśl o tym... "- Myślę, że muszę się zastanowić- Hiran uspokój się, nie daj się podpuścić tej suce... Wyszłam szybko z pokoju i oparłam się o przeciwległą ścianę. Poczułam silne zawroty głowy, jak zwykle podczas "zamiany".
- Dzięki słońce.... Uratuję cie nie martw się. Nie będziesz musiałam z nim pracować, a ja nie będę już nigdy patrzeć na tą jego uśmiechniętą jadaczkę.- Wyprostowałam się i weszłam z powrotem do pokoju.
- Hiruś! Wróciłaś~! Zastanowiłaś się już?- Powiedział Willuś tak entuzjastycznie, że aż mnie głowa zabolała.
- Nie, nie zastanowiła się. I mam nadzieję, że odrzuci Twoją propozycję.- Muszę szybko coś wykombinować. To, że ja dla niego pracowałam, nie znaczy, że ona musi. Chociaż wyglądał tak bezbronnie i słodko leżąc na łóżku z wyciągniętą nogą. Ehh... I tak nadal był mendą społeczną bez uczuć, jeszcze zraniłby moją drugą "ja".
- Jak mogłem tego nie zauważyć! Ale teraz oddaj mi Hiran z powrotem, chcę z nią pogadać.- Podeszłam do niego i usiadłam na łóżku tuż obok jego chorej kończyny.
- Masz dla mnie jakąś robotę?- Uśmiechnęłam się słodko udając, że nie słyszałam jego wcześniejszej wypowiedzi.- Mam wielką ochotę kogoś podziurawić- "Znowu!?" Spojrzałam na niego i szybko odwróciłam wzrok... O nie, to jednak nie był dobry pomysł, by na niego patrzeć. Jeszcze dostanę wyrzutów sumienia. Cholera! Ja dostaje wyrzutów sumienia!? Chyba sekretareczka rzuca mi się na mózg... Will patrzył na mnie przez chwilę, po czym wrócił do swojego komputerka. Super... jeszcze teraz mnie ignoruje. Trudno! Płakać nie będę! Wyszłam biegiem z pokoju i zatrząsnęłam za sobą drzwi. Już widzę jak robi mu się banan na twarzy, bo udało mu się mnie rozgniewać. Otworzyłam frontowe drzwi i od razu poczułam chłodne powietrze w płucach. Mój motor stał tam gdzie go zostawiłam, czyli obok wielkiej uschniętej topoli. Podeszłam do pojazdu i przejrzałam dokładnie. Zostały ślady krwi na karoserii. Wyjęłam suchą ścierkę z małej kieszonki w gorsecie i zaczęłam starannie polerować swoje cudo. Mimo wszystko byłam straszną pedantką, dlatego zawsze uważałam by krew przypadkiem nie trysnęła na mój strój... Chociaż w zeszłym miesiącu musiałam kupić cztery nowe zestawy, ze względu na to, że krew nie schodzi za dobrze, a zwłaszcza z białych ubrań. Dobra, dość tego dobrego! Wsiadłam na motor. Może i nie miałam do wykonania żadnej roboty, ale nic nie stoi na przeszkodzi, żeby pojechać i coś rozwalić, albo kogoś zabić. Ostatnio zrobiłam niezłą rozróbę w barze, bo facet nie miał whiskey... No, ale serio! Jak można nie mieć whiskey w barze?! Usłyszałam skrzypniecie drzwi frontowych. Odwróciłam głowę i...
<Willuś? Garahart?>

Od Williama c.d Garaharta

Śnił mi się taki fajny sen~! Wszyscy mi się kłaniali, a ja stałem na dachu budynku i się psychopatycznie śmiałem. W pewnym momencie jednak zrobiło mi się bardzo gorąco i zacząłem się kręcić, co też sprawiało mi ból.
Otworzyłem oczy i ziewnąłem.
- Jak się czujesz?- obok mnie leżał Garahart.
- Nieźle~! Garuś gorąco mi strasznie~! Jesteś jak grzejnik~!
Uśmiechnął się i przyłożył mi dłoń do czoła.
- Masz gorączkę, zaraz przyjdę.
Podniósł się i poprawił mi poduszkę.
- A weźmiesz też po drodze mojego laptopa, zrobisz mi kawy i zawołasz Hiran~?
- Tak.
Wyszedł, a ja się zaśmiałem, Garuś się we mnie zakochał, widać to na odległość, w sumie brzydki nie był i polubiłem go. Muszę teraz jednak załatwić inną sprawę, a mianowicie to, że chcę zatrudnić nową sekretarkę~!
Po chwili do pokoju weszła Hiran.
- Jak się czujesz? Garahart też zaraz przyjdzie…
- Dobrze~! Mam dla ciebie propozycję kochana~!
- Propozycję?
Usiadłem i uśmiechnąłem się szeroko. Lubię bawić się moimi zabaweczkami, a jeśli mi się nudziły to je po prostu psułem~! Proste~!
- Chciałbym byś była moją sekretarką~! Będę ci normalnie płacił~!
- Naprawdę?!
Wtedy przyszedł Garuś z laptopem, kawą i jakimś ręcznikiem. Ręcznik pył lodowaty, a on mi poszył go na czole, aż mi ciarki po plecach przeszły.
- Jiii~! Zimne~! Nie chce tego~!- zdjąłem ręcznik i rzuciłem nim, akurat wcelowałem prosto w twarz doktorka~! Po prostu widok niesamowity~!
Wziąłem laptopa i odpaliłem go, czeka mnie dużo pracy, z tego co wiem to pewnie moje komórki są zawalone od sms-ów i nieodebranych połączeń.
- Wracając do tematu Hirka, za robotę płacę dużo, mieszkanie masz za darmo, jednak musisz zrobić jedną rzecz~!- uśmiechnąłem się, a zimny ręcznik znów wylądował na moim czole.
- Jaką rzecz?
- Musisz mnie uznać za swojego boga.- byłem bardzo poważny i uśmiechnąłem się psychopatycznie.

(Hiran? Garahart?)

Od Garaharta cd Williama

Złapałem pewniej Wiliama na ręce i zwróciłem się do dziewczyny .
- Otwórz , tam jest sala operacyjna  - wskazałem na drzwi prowadzące do piwnicy .
Pobiegła i otworzyła je . Schodząc po schodach z Williamem przysiągłem sobie że zamiast sali  zrobię sobie  tutaj  małe spa . Stół operacyjny był przeznaczony dla większych zwierząt jak i większość sprzętu .
- Podaj mi szczypce i miskę z wodą , i gaziki - zawołałem . Posłusznie przyniosła mi wszystko . 
-Teraz będzie trochę boleć - powiedziałem do pół przytomnego Williama łapiąc szczypce .
- Zróbmy sobie dziecko - zachichotał do mnie . 
- Może później , jak na razie próbuje ciebie uratować . 
Było trochę trudno . Po pierwsze sprzęt był w większości duży ( łącznie ze strzykawkami ,które jak zobaczył William myślał że chce mu zrobić lewatywę ) Stracił on dużo krwi i do tego spóźniłem się na nowy odcinek  Phineasha i Ferba ! Dziewczyna pomagała mi bardzo ochoczo . Nawet ją polubiłem , robiła to co od niej wymagałem i nie zadawała głupich pytań ( i nie śmiała się psychicznie jak co niektórzy ) . 
Zaniosłem Williama do mojego pokoju . Wiedziałem że bardzo go  lubi  więc to pewnie poprawi mu humor jak leki znieczuleniowe przestaną działać . 
- Kupisz mi jednorożca ? - wychrypiał .
- Pewnie , będziemy go trzymać z innymi - pogłaskałem go po głowie czule .
- Okej - zaśmiał się i zasnął . 
Wyszedłem aby porozmawiać z dziewczyną ale ona spała zwinięta w kłębek na fotelu , ją wiec też przeniosłem do sypialni obok .
Nie mając już  nic więcej do roboty usiadłem obok Willa . Strasznie mi się nudziło , co rzadko mi się zdarza . Nie miałem ochoty czytać ( co było bardzo dziwne ) Gerard mocno mnie poturbował i wszystkie ważne sprawy załatwiłem wcześniej . A gdyby tak ... nie to jest głupie . Chciałem z tym skończyć na zawsze ale nie potrafiłem . To było jak narkotyk dla mnie . Zawsze potem żałowałem , ale i tak od czasu do czasu sprawdzałem czy potrafię jeszcze te sztuczki. Otworzyłem szafę i pod podwójnym dnem znalazłem go . Strój do striptizu . Obcisłe skórzane spodnie ,krawat i kamizelka do tego bacik i obroża . Może kiedyś ale teraz na pewno nie . Odłożyłem go i schowałem starannie . Potem położyłem się obok Williama i przyjrzałem mu jeszcze raz . Miał ładną delikatną twarz i smukłe ciało jak baletnica . Podobały mi się jego włosy , ciemne idealnie kontrastujące z bladą cerę . Strasznie mnie irytował i wkurwiał ale bym jak mały kociak . Więc go pokochałem na swój pojebany sposób .
( Will )

Od Williama c.d Hiran



Wiedziałem, że nie strzeli mi w głowę, ale byłem też pewny, że strzeli mi gdzie indziej, tak by mnie bolało, ale bym nie umarł. To było takie łatwe do przewidzenia~! Oczywiście nie pokazywałem, że mnie boli, po pierwsze by ją wkurzyć~! Ta jej złość która malowała się na jej twarzy była lepsza od obrazu Picassa~! I po drugie, chciałem wziąć to jako ćwiczenie, tak dobrze usłyszeliście, ja też muszę ćwiczyć. Podobno bólu nie da się nie okazywać. A ja to umiem osiągnąć~! To kolejna przyczyna dzięki której jestem bogiem~! Niestety, to że umiem mistrzowsko kontrolować swoje emocje, nie znaczy, że moje ciało się mnie słucha. Zacząłem strasznie blednąć i robiło mi się słabo.
Hiran w tym czasie znów miała jakieś psychozy~! Pojawiła się ta milutka sekretareczka, która teraz naokoło mnie skakała. Miałem plan i to mistrzowski, jak widać musiałem się poświęcić, ale na razie wszystko idzie dobrze, teraz sprowadzę ją do siedziby, a potem zaproponuję pracę~!
Dziewczyna śmiesznie wyglądała martwiąc się o mnie, postanowiłem się zabawić. Złapałem się za nogę i zacząłem pokrzykiwać:
- O Boże! Moja noga! Ja umieram! AAAA!- zsunąłem się z blatu i zacząłem się wić, fakt, sprawiało mi to niemały ból, ale zabawa była przednia.
Hiran uklękła i zaczęła panikować, przepraszać mnie i w ogóle miała łzy w oczach. Uspokoiłem się, spojrzałem na nią i wybuchnąłem śmiechem. Ta mina była cudowna~!
Mam nową zabaweczkę~!
- Proszę cię! Pozwól sobie pomóc!- krzyknęła.
- Ale czy ja ci nie pozwalam~?- zaśmiałem się.- Mieszkam w ponurym lesie, w takim starym pałacyku~!
- Dasz radę iść do mojego motoru?
- Sądzę, że będzie szybciej jak ty tam pójdziesz i po mnie przyjedziesz~!
Przytaknęła i jak strzała wybiegła ze sklepu, ja sobie spokojnie usiadłem i wyjąłem komórkę, zamierzałem pobić nowy rekord w Tetrisie, a poza tym, dźwięki z tej gry były bardzo denerwujące~!
Starałem się nie skupiać na nodze która coraz bardziej bolała, obecnie siedziałem w kałuży krwi i brudziłem sobie spodnie, które i tak są już do wyrzucenia. Niedługo będę musiał się wybrać do sklepu~! Powkurzam wtedy sprzedawczynie~! A może nawet uda mi się ją skłonić do samobójstwa~? Wystarczyłoby ją trochę poderwać~! Ale czy to nie byłaby zdrada~? Widać przecież, że Garuś ma na mnie ochotę… I Hiran tak samo~! Oni aż mnie rozbierają wzrokiem~!
Zaśmiałem się sam z siebie i ta wariatka wjechała do sklepu motorem.
- Ale ty mądra jesteś… Teraz tu policja przyjedzie.- mruknąłem spokojnie i schowałem telefon do kieszeni.
Nie wiem dlaczego tak zareagowałem bo i tak by mnie pewnie wypuścili, mam swoich wyznawców nawet w szeregach policji~! Uśmiechnąłem się i podpierając się lady wstałem, Hiran pomogła mi dojść do motoru i potem pojechaliśmy. W czasie jazdy podniosłem ręce do góry i wydałem okrzyk radości, czułem się ja na Tytaniku~!
W końcu jednak dojechaliśmy, a wtedy ledwo żyłem, ale i tak nadal miałem szampański humor~! Podpierając się na dziewczynie wszedłem do domu:
- Garuś~! Skarbie ty moje~! Dostałem miesiączki~! Chodź zobacz~! To znaczy, że nie jestem w ciąży~!
- Co ty pierdolisz!? Przestań się wygłupiać i nie przeszkadzaj mi!- krzyknął z jakiegoś pokoju.
- Ale doktorku~! Zapomniałem podpasek i jestem cały brudny~! Pomożesz mi się umyć~?
- Proszę pomóż…- tutaj się odezwała Hiran.
- Kogo ty tutaj do cholery sprowadził…- Garahart pojawił się w drzwiach i zdębiał.- Co ci się stało?!
- No mówiłem ci, że…- ruszyłem w jego kierunku.- że, dostałem..- zrobiło mi się jeszcze bardziej słabo i poleciałem  do przodu,, Garahart mnie jednak złapał. Nie spodziewałem się tego~!

[Garuś? Hirka?]

Od Hiran c.d Williama

Cholera. Jak mnie ten koleś wkurwił! Chętnie strzeliłabym mu ze trzy kulki w łeb, a potem patrzyła jak mu ten głupi uśmiech schodzi z twarzy, razem z krwią, ale, po pierwsze została mi tylko jedna kulka, a po drugie, jeśli był moim szefem, to mogło się to dla mnie źle skończyć… chociaż jak widzę pewnie ma wielu wrogów… może uczyniłabym im przysługę? Ale dość myślenia muszę coś zrobić. Popatrzyłam na tego głupkowatego szczyla i się uśmiechnęłam. Lekko docisnęłam spust, na tyle by go wystraszyć, przez sekundę widziałam na jego twarzy pomieszanie zaskoczenia ze strachem… Gdy już kulka miała wystrzelić, ja szybko opuściłam broń. W rezultacie koleś dostał w udo, tylko, że on nic sobie z tego nie robił. Popatrzył na dziurę i roztaczającą się po spodniach krew. Dotknął teraz czerwono- czarnego materiału i zrobił zatroskaną minę:
- No wiesz, co- Zaczął- to były moje ulubione spodnie… - Co jest kurwa! Czy ten facet był ze stali czy jak!? O matko! Co ty mu zrobiłaś?! Daj mi mu pomóc… przepuść mnie! Cholera, gówniara się odzywa. Nie mogę dać jej pomóc, temu skurwielowi. Prędzej zginę niż pokażę mu tą miłą ślicznotkę! Wypuść mnie!!!! Ahhhh…. to boli! Debilka jedna popieprzona, sprawiając mi ból, robi to samo sobie! Skuliłam się i złapałam za głowę, nawet nie wiecie jak bardzo donośny i piskliwy głosik teraz mi wrzeszczał w łepetynie.

Wstałam i podbiegłam do rannego. Był blady, ale nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak. Znowu musiałam sprzątać po tej stukniętej suce:
- Zejdź z tego blatu.- Powiedziałam. Facet popatrzył na mnie lekko zdziwiony, ale po chwili wiedział już, co jest grane.- Tylko powoli, musisz uważać na nogę. Mieszkasz gdzieś blisko? Musimy pójść do mojego motoru.
<Williamie?>

Od Williama c.d Hiran



- Cześć~!- pomachałem jej.
Nie miała chyba nastroju na gierki, strzeliła we mnie dwa razy. Oczywiście uniknąłem pocisków robiące piruecik, jestem genialnym tancerzem, mam duszę baleriny~!
Przyszedłem do tego barłogu bo… Było mi nudno~! A sprzedawca leżał na ladzie martwy, bo sam się zabił~! No… Ja mu troszkę pomogłem, ale ile w tym było zabawy~!
Uśmiechnąłem się szeroko do dziewczyny, ręce miałem w kieszeniach, a w rękach, ostrza noży, nie miałem jednak zamiaru ich jeszcze używać.
Kobitka która przede mną stała to Ashida Hiran, sekretareczka z rozdwojeniem jaźni, jedna, ta bardziej wredna strona była płatnym zabójcą i początkującym informatorem.
Biedna dziewczynka, głupiutka nie wie, że lepiej jest zdobyć informacje manipulacją, a nie torturami, to udawanie mnie, jej nie wychodziło~! W końcu nikt nie będzie równy mnie~! Zadzwonił mi telefon, szybko go wyciągnąłem i pokazałem dziewczynie by chwilę zaczekała:
- Siemanko~! Co tam~?
- Szefie, mam złe wieści…
- Nie ma żadnych złych wieści~! Mów~!
- Gang Plującej Kobry chce cię dorwać.
Zaśmiałem się.
- To żadne złe wieści~! Pracuj dalej~!- rozłączyłem się.
To był jeden z moich wyznawców~! Mam swoich ludzi w każdym gangu, każdym mieście i wsi, mam ich na całym świecie~! Dostarczają mi informacji, tak naprawdę za nic~! Cudownie jest mieć kontakt ze swoimi zabaweczkami~!

Jak ja kocham ludzi~!

Znów spojrzałem się na dziewczynę która cierpliwie czekała.
- Hiran pokaż jak się złościsz~!
- Skąd znasz moje imię?!
- Nie poznajesz swojego szefuncia~?
Hircia zrobiła zdezorientowaną minę, czyżby się pogubiła? A może jej druga osobowość się odzywa? Jakie to ciekawe~! Chociaż do samobójstwa jej nie przekonam, jest zbyt zdeterminowana. Będę miał kolejną ulubioną zabaweczkę~!
- O czym ty pierdolisz?!
- Nie raz cię wynajmowałem~! Tylko, że przedstawiałem ci się jako Tony lub Erick~! Powiem ci, że- wskoczyłem na ladę i usiadłem, dziewczyna celowała w moją głowę.- twoje zbieranie informacji jest prymitywne i cóż, bardzo nudne~! Chociaż muszę przyznać, że nawet ja mam czasem ochotę kogoś zadźgać~!
- Zamknij się, bo dostaniesz kulką w łeb.
- To strzelaj.

(Hiran?)

Od Hiran



Ciemna, cicha noc. Wszędzie pusto, nie widać ani jednej żywej duszy. No oczywiście jestem ja i ta opryszczka, którą trzeba wycisnąć. Myślał, że go zgubiłam, bo stracił mnie z oczu. A tu niespodzianka! Zeskoczyłam z budynku i wylądowałem tuż przed jego butami. W ręku trzymałam swoje kochane lasso, a raczej coś podobnego, bo pokryte było metalem. Ojojjj będzie bolało. Gościu już chciał zwiewać, ale ja spokojnie zakręciłam ręką i facet już był mój. Wydzierał się i kręcił jak ciągnęłam go do siebie.
- Błagam cię… ja przecież nic nie zrobiłem! Proszę, mam dwójkę dzieci!- Na kolanach coś tam gderał.
Nie lubiłam tego słuchać. Tym razem musiałam go tylko zabić, nie musiałam wyciągać z niego żadnych informacji, (co oznaczało mniej zabawy). Nie wnikałam zbytnio, co zrobiły moje ofiary, że zlecono mi je zabić. Jeszcze to moja chora podświadomość, zaczęłaby się ciskać, żeby go uwolnić. Jeszcze, czego! A za co niby miałam płacić za mieszkanie! Praca sekretarki nie przynosi dużych zysków, więc ta miła smarkula powinna mi jeszcze dziękować!
- Zamknij mordę! Wkurwiłeś mnie tym gadaniem! Teraz nie będę już taka miła. - Może powinnam, go jednak trochę po torturować. W oddali usłyszałam śmiechy nocnego patrolu. No pięknie! I koniec mojej zabawy!- Masz szczęście, nie będzie bolało.- Wyciągnęłam sztylet i poderżnęłam mu gardło.
Ohhh… Jak ja lubiłam ten wytrysk krwi! Niestety nie miałam czasu popatrzeć na ciało i jak powoli ulatuje z niego cała krew. Wspięłam się po balkonach starego budynku i już mnie nie było. Zdążyłam tylko usłyszeć krzyki policjantów. I tak mnie nie znajdziecie! Hahahahahaha! Mój motor miałam postawiony ponad kilometr stąd. Nie mogłam zejść na dół zbyt szybko, więc jeszcze trochę poskakałam po dachach. W pewnym momencie zauważyłam całodobowy sklep, a raczej pozostałości ze sklepu. Tynk odpadał, dach był dziwnie zapadnięty, a wszystko groziło zawaleniem. Zaburczało mi w brzuchu, no cóż, może nic mi się nie stanie. Zeszłam z budynku i pokierowałam się w stronę marketu. Od wejścia wyczułam smród szczurów i innych paskudnych rzeczy. Trzeba będzie wybrać coś szczelnie zamkniętego. Na ladzie leżał jakiś typek. Sprawdziłam puls. Nie żyje, ale ciało jest jeszcze ciepłe. Coś czuje, że będę miała gościa. Wyjęłam swój słodki rewolwer dźwięcznie nazwany Pieprzniczką Sharpsa. Usłyszałam dźwięk spuszczania toalety. Zaraz, jaki debil, korzystałby z kibla w takim miejscu? Z obrotowych drzwi po przeciwnej stronie lady, wyszedł jakiś przystojny knypek. Popatrzyłam na niego i wycelowałam w niego rewolwer.
<Willuś? >

Od Garaharta cd Williama

Usiadłem na krześle aby ochłonąć .
- Po prostu nie wierze - wycedziłem - Całe wyposażenie domu jest z 19 wieku i od tego czasu nic nie ubyło .Wystarczy że jesteś tutaj niecałe 24 godziny i już niszczysz kuchnie !
- Mówiłem to niechcący - zachichotał .
- Idź stąd
- Mogę pomóc ci to napra..
- Idź ! - krzyknąłem . Will popatrzył na mnie dziwnie i wyszedł bez słowa . Nie miałem ochoty użerać się z nim ... i z nikim innym . Wziąłem się za naprawianie i sprzątanie . Nie chciałem mieć w domu służby , wolałem zajmować się wszystkim sam .
Po godzinie kuchnia lśniła i szafka była naprawiona . Popatrzyłem na zegarek, dochodziła już trzecia rano . Wiedziałem że już nie zasnę więc przebrałem się i zszedłem na dziedziniec do stajni . Minąłem cztery boksy aż w końcu dotarłem do tego na końcu . Był największy i najbardziej zabezpieczony i nie bez powodu . Gerard niszczył wszystko , kopiąc i gryząc . Nie potrafiłem go tego oduczyć ... w sumie to niczego nie potrafiłem z nim zrobić . Ułożenie koni zajmowało mi w najgorszych przypadkach około miesiąca , ale teraz było inaczej . Oparłem się plecami o boks i osunąłem na ziemię . Siedziałem tak aż nie zrobiło się zupełnie jasno ...

- Will , siadanie !
- Coś się stało ? - spytał podejrzanie William kiedy zszedł do kuchni . Był tak zdziwiony moim dobrym humorem że nie skomentował różowego fartuszka w który się się ubrałem.
- Nic po prostu pomyślałem że możesz być głodny - uśmiechnąłem się do niego serdecznie i postawiłem przed nim talerz z naleśnikami z jabłkami i cynamonem . Powąchał naleśniki i obejrzał je dokładnie
- Co do nich dałeś - spytał z kamienną twarzą .
- Nic , nie mogę być po protu dobrym gospodarzem - pocałowałem go w czoło i położyłem obok talerza kubek z kawą - Smacznego
- Dzięki - uśmiechnął się i zabrał ochoczo za śniadanie .
- Jadę do kliniki w zoo , nie wiem kiedy wrócę . Mają problem z tygrysem więc może mi to zająć cały dzień . Nie zniszcz niczego jak mnie nie będzie . Pa - puściłem do niego oczko i wyszedłem przebrać się . Po kilku godzinach byłem w klatce z śpiącym mi na kolanach tygrysem . Jak ja kocham tą pracę ! ... I Williama też

piątek, 11 października 2013

Od Williama c.d Garaharta

Położyłem się obok niego by zobaczyć jak zareaguje gdy się obudzi, przedtem oczywiście przeszukałem cały jego pokój~!
- Znamy się kilka godzin i już ci się śnię, mamrotałeś moje imię prze sen~!- zaśmiałem się.
- C-co?! Wypierdalaj!
Oj, Garuś się wkurzył~! Jak miło~! Doktorek spał trzy godziny i żałowałem, że muszę zaraz wychodzić, miałbym teraz wiele zabawy, denerwując rozdrażnionego Garuśka. Nie miałem jednak zamiaru ruszyć się z łóżka, robiłem tak, by doprowadzić go do ostateczności. Patrzyłem się na niego i uśmiechałem w swoim stylu, tak, jak ja to tylko potrafię. Mężczyzna na chwilę się chyba zastopował, potem zerwał się na równe nogi i złapał mnie z koszulkę.
- Ejjj~! Bo mi bluzkę podrzesz~!
On tylko warknął i wyrzucił mnie za drzwi (zamykając je potem z trzaskiem), włożył w to tyle siły, że uderzyłem o równoległą ścianę. Zacząłem się śmiać. Głośno i psychopatyczne, chciałem by Garahart usłyszał. Potem nagle przestałem i sprawdziłem godzinę na jednym ze swoich telefonów. Czas wychodzić. Podskoczyłem i ruszyłem do wyjścia, założyłem swoją budyniową kurteczkę i sprawdziłem czy mam swój nóż i pistolet. Były, czas trochę popracować w terenie. Wyszedłem na dwór, podskakując z nogi na nogę podbiegłem do swojego samochodu. Robiło się już ciemnawo i bardzo dobrze~! Uśmiechnąłem się i zapaliłem samochód. Potem pojechałam do miasta.

Pora zmienić swój charakter.

Gdy dojechałem było już ciemno, zaparkowałem na jakimś parkingu i ruszyłem na spacerek. Idąc wskakiwałem na murki, balansowałem na krawężnikach i barierkach. Zaczepiałem omijających mnie ludzi by zobaczyć ich zabawne reakcje. W końcu wszedłem w zapyziałą uliczkę, gościu z którym mam się spotkać, ma jakieś zaburzenia psychiczne i uważa, że wszystko stracił. Głupie jest takie myślenie, ale głupsze jest to, że zadarł z gangiem. Misiaczek powiedział, że gościu go wkurwił, więc mam się zabawić... A ja lubię się bawić moimi zabawkami~!
Wskoczyłem na schody pożarowe i wszedłem po nich na dach, tam już czekał Edwin. Stał na krawędzi. Uśmiechnąłem się szeroko i podszedłem do niego.
- Witam.
- O... Tony, cześć.- nawet na mnie nie spojrzał, a tak dla informacji... Tony to moje fałszywe imię~!
- Co chcesz zrobić?
- Zakończyć to.
- Jesteś tego pewien? Czy jesteś gotowy na śmierć?
- Nie chcę umierać...- Ale głupie gadanie....
- Zastanów się nad tym, jesteś chory, twoja żona cię zdradza, a twoja córka jest dziwką. Czy warto żyć dla czegoś takiego?
- Nie.- rozpłakał się.
- To skocz, niczego nie stracisz.
Tutaj była chwila ciszy, która kłóła mnie w uszy, jego mina była boska, a te wszystkie emocje... Po prostu fascynujące, ten człowiek który koło mnie stoi jako jeden z wielu uznał mnie za swojego boga, jest moją zabawką która nie dość, że się mnie nie posłuchała, to jeszcze mi się znudziła.
- Skaczę.
Przechylił się, lecz złapałem go za kurtkę, tak, że zawisł na krawędzi. Wybałuszył oczy i zaczął krzyczeć.
- Wciągnij mnie z powrotem! Nie chce umierać!
- Za późno.- uśmiechnąłem się sadystycznie i puściłem go.
Usłyszałem krzyk, a potem tłumiony "plask". Wybuchnąłem śmiechem i spojrzałem w dół, dozorca będzie miał sporo pracy, ale te kolory... Ta mozaika z krwi! Piękne!
Stałem tak jeszcze chwilę i wróciłem sobie do samochodu. W nowym domciu byłem o drugiej, w nocy oczywiście.

Pora znów zmienić swój charakter.
Wszedłem do domciu cicho i na paluszkach, dzisiaj niestety nie przydał mi się mój nóż i pistolet, ale pewnie niedługo go użyję~! Wszedłem do kuchni, nie zapalałem światła bo nie chciałem obudzić doktorka. Niech sobie chłopak pośpi. Chciałem sobie zrobić kawę bo muszę jeszcze popracować przy laptopie, a zaczynają mi się kleić oczy. Bardzo często nie przesypiam nocy, takie jest już moje życie.
Kubki były w górnej półce, wspiąłem się na blat i zacząłem w niej szperać, coś puknęło, coś stuknęło i cała szafka się oderwała. Kompletnie nie wiedziałem jak ja to zrobiłem, ale wszystko poleciało na podłogę z wielkim hukiem, chciało mi się śmiać. A gdy w przejściu zjawił się Garus to myślałem że nie wytrzymam i zaraz się posikam. I do tego zastał mnie w takiej dziwnej pozie~!
- CO TY KURWA ROBISZ?!
- Spadło~! To nie moja wina~!- udawałem niewiniątko.

(Garuś?)

Od Garaharta cd Williama

Zmroziłem go wzrokiem ale nie zepchnąłem go  .
- Zabiorę się pewnie za Gerarda ... - zacząłem ale przerwał .
- No taaak , psychiczny konik ... Może pokarzesz mi nowy domek ? -
- Chwila dokończę tylko herbatę
Musieliśmy wyglądać bardzo śmiesznie . Facet z zabójczą miną pijący w ciszy herbatę i koleś który szczerzył się jakby zażył kilo marychy .
- Ale masz ssanie... - wyszeptał mi niespodziewanie do ucha .Byłem tym tak zaskoczony że niemal się zakrztusiłem . Zepchnąłem go ,, niechcący " z kolan i wstałem .
- Choć - rzuciłem oschle przez ramię . Pokazałem mu cała posiadłość łącznie z małym dziedzińcem gdzie była mała stajnia i altana .
- Ślicznie tu jest ! - zawołał zadowolony . Po drodze szperał wszędzie i brał różne rzeczy . W końcu doszliśmy do pokojów na piętrze .
- Ja mam tutaj pokój , twój będzie tam - wskazałem na szary koniec korytarzu .
- Tak daleko od ciebie - miał minę zbitego psa - To niesprawiedliwe
- To jest bardzo sprawiedliwe - Zamknąłem mu drzwi mojego pokoju przed nosem i westchnąłem z ulgą .
Gnojek , frajer głupi - mruczałem pod nosem . Włączyłem sobie muzykę  i rzuciłem się na łóżko . Odpłynąłem kilku minutach . Miałem dziwny sen że Will dowiedział się że tańczę striptiz i musiałem zatańczyć dla niego w stroju owieczki . Powoli otworzyłem oczy nie wiedząc co mnie obudziło .
- Jesteś bardzo cieplutki - szepnął mi ktoś w ucho . Will położył się obok mnie i przytulił moją rękę . Odskoczyłem od niego jak poparzony .
- Naucz się pukać i ... i nie spać z innymi bez ich zgody -
( William )

czwartek, 10 października 2013

Od Williama c.d Garaharta

No i zabaweczka zmiękła~! Trzeba było tylko poudawać słabiaka, bo inaczej by mnie wywalił...
Herbatę robił dobrą, trochę za mało cukru, ale trzeba to było ścierpieć. Siedział teraz przede mną i patrzył się na mnie tak jakby chciał mnie rozebrać i zaciągnąć do łóżka. Zachichotałem w duchu, to by było ciekawe~!
- Jestem bogiem~!
- Że co?- zrobił zdziwioną minę.
Roześmiałem się. Uwielbiam miny mojej zabaweczki.
- Za dodatkowe informacje biorę zapłatę~!
- Wystarczy to, że pozwoliłem ci tu mieszkać?
- Ależ oczywiście~! Jestem William Black~!
- Zawód?
- Co to, przesłuchanie?- wywróciłem oczami jak nadąsana księżniczka.- Jestem informatorem.
Wtedy zadzwonił mi telefon, ta wkurzająca melodyjka... Specjalnie ją ustawiłem by zobaczyć jak ludzie na nią reagują. Garuś zrobił minę w stylu "co to kurwa...?" Wyjąłem komórkę z kieszeni i wcisnąłem zielony przycisk.
- Halllooooo~!
- Witaj Will, masz informacje?
- Ależ oczywiście, że mam~! Cena ta sama~!
- Dobrze, musisz zrobić coś jeszcze.
- Nie wiem czy się zgodzę misiaczku~!
- Nie nazywaj mnie tak!- oj chyba się zdenerwował, fajnie!- Zajmij się gościem który nazywa się Edwin Swamp, zapłatą za niego będzie to, że będziesz się dobrze bawić.
- Zastanowię się~!- rozłączyłem się i spojrzałem na Garusia.- Sorka, praca.
- Rozumiem, może opowiesz coś o swoim życiu?
- Nie~! Bo nie ma co~!- dopiłem herbatkę i podniosłem się.
Zacząłem grzebać po szafkach, musiałem wiedzieć gdzie co się znajduje, taka już moja natura. Znalazłem nawet czekoladę~! Oczywiście automatycznie stała się moja~! Zrobiłem parę piruetów na środku kuchni i uśmiechnąłem się do mężczyzny, który patrzył na mnie jak na idiotę.
- Chyba jednak wyrzucę cię przez okno....- mruknął.
Roześmiałem się.
- Nie wiesz na co mnie stać Garek, mogę cię tak nazywać prawda? Albo doktorek, bo w końcu jesteś nim, tylko że zwierzęcym~!
- Nie możesz mnie tak nazywać.- ale fajnie zmarszczył czoło...
- Dzisiaj wieczorkiem wybiorę się do miasta~! A ty co będziesz robić~?- usiadłem mu na kolanach.

(Garuś?)

Od Garaharta cd Williama

- Co ?! - Miałem ochotę wyrzucić go przez okno do rzeczki .
- No tak , widzisz przed sobą drugiego członka Bractwa Niezwykłych - uśmiechnął się do mnie szerzej ( o ile było to w ogóle możliwe ) i puścił oczko .
- Ale, ale - brakło mi słów - Czy to sobie zdajesz sprawę ile odrzuciłem podań ?
- Pewnie że tak , dokładnie 69 urocza liczba - Strasznie denerwował mnie ten typek , i ten jego zadowolony wyraz twarzy . Usiadłem na fotelu i zakryłem twarz dłońmi .
- Policzę do trzech i do tego czasu wyjedziesz z mojej posiadłości , jeśli nie osobiście wypieprzę cie stąd - Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi ani dźwięku korków więc odsłoniłem twarz i popatrzyłem na intruza . Miał teraz poważny i pełen melancholii wyraz twarzy , jakby na życzenie zmienił  swój cały sposób bycia .
- Uwierz mi przydam ci się - zapewnił mnie .
- Chyba nie mam innego wyjścia - W mgnieniu oka doskoczyłem do niego i złapałem za szmaty targając nim przez całą posiadłość aż do drzwi .
- Nie , C-co ty ! - krzyczał - Przestań !! NATYCHMIAST
Postawiłem go naprzeciw mnie i złapałem za kark .
- Do widzenia - wycedziłem - Miłego dnia
- Czekaj - zdążył krzyknąć zanim wyrzuciłem go za drzwi - wiem jak ci pomóc
- Co ?
- No może nie tak dokładnie - otrzepał siebie z kurzu - ale mógłbym coś wykombinować
- Niby jak ? - zainteresowało mnie to bardzo . Mimo że gościu wkurwiał mnie nieziemsko poczułem że jest coś w nim , coś co może rzeczywiście być niezwykłe ( w końcu tylko takich ludzi szukałem ) .
- No nie wiem czy teraz mam w ogóle ochotę gadać z tobą - powiedział obrażonym tonem - Potraktowałeś mnie bardzo nie ładnie .
Ech ... Wpierw wpierdala mi się do domu i po ,, uprzejmym " wyproszeniu nie reaguje i teraz oczekuje że go jeszcze przeproszę ?! Jakieś niedopatrzenie .
- Wybacz , nie powinienem traktować tak gnojka który wjebał mi się do domu - uśmiechnąłem się serdecznie do niego .
- O wiele lepiej , no to jak mówiłem bagaż jest w samochodzie - Już czułem że będę żałować tej decyzji . Wziąłem jego bagaż i zaniosłem na górę do pokoju gościnnego .
- Może masz ochotę na herbatę ? - spytałem starając się nie brzmieć chamsko .
- Jasne że tak
Zeszliśmy do salonu i przygotowałem dla nas herbatę i ciastka . Kiedy usiedliśmy na przeciwko siebie dokładnie obejrzałem go sobie . Był bardziej ładny niż przystojny . Smukły , blady o dziwnie jasnych oczach i ciemnych włosach .
- Może powiesz mi coś o sobie ? - zagadałem w końcu - Nie wiem nawet jak się nazywasz
( Will )

Od Williama

Oh jakie życie jest cudowne! Jak ja kocham ludzi! A oni powinni kochać mnie... Lecz nie wszyscy to robią... Cóż! Ich problem! Dzisiaj z samego rana, po, o dziwo, przespanej nocy zwolniłem swoją sekretarkę. Biedna Luśka... Ha! Jej mina była cudowna gdy weszła do mojego gabinetu, a ja przywitałem ją słowami:
- Jesteś zwolniona~!
- Który to raz? Nie rób sobie ze mnie żartów....
- Ależ Luśko~! Ja nie żartuję~! Wypierdalaj stąd~! Chociaż, najpierw pomóż mi się spakować.- uśmiechnąłem się.
- Nie nazywaj mnie Luśką, mam imię. Skończ te gierki Will, masz robotę od Gangu Czarnych Małp.
- Ależ ty naprawdę jesteś zwolniona.- eh... trzeba zmienić swój charakter by ta kobieta uwierzyła...
Spojrzała się na mnie zdziwiona (Boska mina! Ledwo wytrzymałem by nie wybuchnąć śmiechem!), potem rzuciła wszystkie papiery które miała w ręku i wyszła z mojego apartamentu trzaskają drzwiami. Dopiero wtedy wybuchnąłem śmiechem.
Potem powoli wstałem i poszedłem się spakować, jak ja tego nie lubię~! Nigdy nic się nie mieści w tej głupiej walizce. Skończyło się na tym, że skakałem po niej by się zamknęła. Spakowałem jeszcze laptopa do osobnej torby i założyłem swoją kurtkę, która o dziwo pachniała budyniem... Bardzo przyjemny zapach~! Schowałem swoje dwa telefoniki do kieszeni i stanąłem w progu:
- Pa domeczku~! Bądź grzeczny i nie sprowadzaj panienek~!
Zachichotałem i wyszedłem zamykając za sobą drzwi na klucz. Walizkę zrzuciłem ze schodów, bo nie chciało mi się jej tachać za sobą, sam zjechałem po barierce. Wyszedłem na zewnątrz i zacząłem kulturalnie ciągnąć walizkę do swojego samochodu, którego, no cóż... Dosyć rzadko używałem. Po części dla tego, że nie mam prawa jazdy, ale pomińmy to~!
Wrzuciłem walizkę i torbę z laptopem do bagażnika i usiadłem za kółkiem. Czy zachowywać się dobrze na drogach? Nie~! Będę jeździć jak wariat! Chce zobaczyć te przerażone miny ludzi!
Na pełnym gazie ruszyłem przez miasto. Czekała na mnie długa droga. Przebyłem ją śpiewając piosenki, odpisując na sms-y i załatwiać umowy przez telefon. Gdy w końcu tam dotrę to muszę szybko wejść na neta... Czeka mnie trochę pracy. Po pięciu godzinach dojechałem na miejsce. Był to las i jakiś budyneczek. Wybrałem to miejsce z czystej ciekawości i dla czystej zabawy. Dobrze, że niedaleko jest jakieś miasto, bo muszę przecież obserwować moich kochanych ludzi~!
Tak z innej beczki, właścicielem chałupy, przed którą stałem był dwudziestotrzyletni Garahart. Wredny czarnowłosy weterynarzo zaklinacz, jego siostrzyczka umarła przez konia, a Garaharcik teraz się tym konikiem zajmuje i nie potrafi mu pomóc. Z tego co wiem pochodzi też z bogatego rodu. Idealna zabaweczka~!
Zapukałem do drzwi, usłyszałem kroki i zaraz potem pojawił się przede mną facet którego przed chwilą opisałem, w gruncie rzeczy, informacje na jego temat było łatwiej znaleźć niż stronkę z filmami erotycznymi~!
- Tak?- mruknął.
- Siemka~!-uśmiechnąłem się szeroko, tak w swoim stylu.- Moja walizka jest w bagażniku~!
Przepchnąłem się obok niego i bezczelnie wlazłem do środka. Szybko zilustrowałem pomieszczenia na piętrze, wlazłem do salonu i wskoczyłem na łóżko. Garcik łaził za mną i gdy zobaczył, że bezczelnie kładę się na łóżku, jego wyraz twarzy stał się... Cudowny~! Ta złość~! Ten kolor~! Cudownie~!
Czuję jednak, że przy nim często będę musiał zmieniać swój charakter (w czym jestem mistrzem, bo no cóż... Jestem bogiem.), raz będę smutny i spokojny, raz poważny i złowrogi, a raz milutki i niewinny. Ale pod tymi maskami będzie się skrywało moje prawdziwe oblicze~! Oblicze boga~!
- Coś nie tak~? Teraz będę z tobą mieszkać~!- z moich ust nie znikał uśmieszek.

(Garcik?)