- Że co?- "O nie, nie! Nie zgadzaj się! Ty może z nim
wytrzymujesz, ale pomyśl też o mnie! A co jak będzie nas
wykorzystywał? Pomyśl o tym... "- Myślę, że muszę się zastanowić- Hiran uspokój się, nie daj się podpuścić tej suce...
Wyszłam szybko z pokoju i oparłam się o przeciwległą ścianę. Poczułam
silne zawroty głowy, jak zwykle podczas "zamiany".
- Dzięki słońce.... Uratuję cie nie martw się. Nie będziesz
musiałam z nim pracować, a ja nie będę już nigdy patrzeć na tą jego
uśmiechniętą jadaczkę.- Wyprostowałam się i weszłam z
powrotem do pokoju.
- Hiruś! Wróciłaś~! Zastanowiłaś się już?- Powiedział Willuś tak entuzjastycznie, że aż mnie głowa zabolała.
- Nie, nie zastanowiła się. I mam nadzieję, że odrzuci Twoją propozycję.- Muszę szybko coś wykombinować. To, że ja dla niego
pracowałam, nie znaczy, że ona musi. Chociaż wyglądał tak bezbronnie i
słodko leżąc na łóżku z wyciągniętą nogą. Ehh... I tak nadal był
mendą społeczną bez uczuć, jeszcze zraniłby moją drugą "ja".
- Jak mogłem tego nie zauważyć! Ale teraz oddaj mi Hiran z powrotem,
chcę z nią pogadać.- Podeszłam do niego i usiadłam na łóżku
tuż obok jego chorej kończyny.
- Masz dla mnie jakąś robotę?- Uśmiechnęłam się słodko
udając, że nie słyszałam jego wcześniejszej wypowiedzi.- Mam
wielką ochotę kogoś podziurawić- "Znowu!?" Spojrzałam
na niego i szybko odwróciłam wzrok... O nie, to jednak nie był
dobry pomysł, by na niego patrzeć. Jeszcze dostanę wyrzutów sumienia.
Cholera! Ja dostaje wyrzutów sumienia!? Chyba sekretareczka rzuca mi się
na mózg... Will patrzył na mnie przez chwilę, po czym wrócił do swojego
komputerka. Super... jeszcze teraz mnie ignoruje. Trudno!
Płakać nie będę! Wyszłam biegiem z pokoju i zatrząsnęłam za sobą drzwi.
Już widzę jak robi mu się banan na twarzy, bo udało mu się mnie
rozgniewać. Otworzyłam frontowe drzwi i od razu poczułam chłodne
powietrze w płucach. Mój motor stał tam gdzie go zostawiłam, czyli obok
wielkiej uschniętej topoli. Podeszłam do pojazdu i przejrzałam
dokładnie. Zostały ślady krwi na karoserii. Wyjęłam suchą ścierkę z
małej kieszonki w gorsecie i zaczęłam starannie polerować swoje cudo.
Mimo wszystko byłam straszną pedantką, dlatego zawsze uważałam by krew
przypadkiem nie trysnęła na mój strój... Chociaż w zeszłym
miesiącu musiałam kupić cztery nowe zestawy, ze względu na to, że krew
nie schodzi za dobrze, a zwłaszcza z białych ubrań. Dobra, dość tego
dobrego! Wsiadłam na motor. Może i nie miałam do wykonania żadnej
roboty, ale nic nie stoi na przeszkodzi, żeby pojechać i coś
rozwalić, albo kogoś zabić. Ostatnio zrobiłam niezłą rozróbę w
barze, bo facet nie miał whiskey... No, ale serio! Jak można
nie mieć whiskey w barze?! Usłyszałam skrzypniecie drzwi
frontowych. Odwróciłam głowę i...
<Willuś? Garahart?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz