niedziela, 13 października 2013

Od Hiran c.d Williama

- Że co?- "O nie, nie! Nie zgadzaj się! Ty może z nim wytrzymujesz, ale pomyśl też o mnie! A co jak będzie nas wykorzystywał? Pomyśl o tym... "- Myślę, że muszę się zastanowić- Hiran uspokój się, nie daj się podpuścić tej suce... Wyszłam szybko z pokoju i oparłam się o przeciwległą ścianę. Poczułam silne zawroty głowy, jak zwykle podczas "zamiany".
- Dzięki słońce.... Uratuję cie nie martw się. Nie będziesz musiałam z nim pracować, a ja nie będę już nigdy patrzeć na tą jego uśmiechniętą jadaczkę.- Wyprostowałam się i weszłam z powrotem do pokoju.
- Hiruś! Wróciłaś~! Zastanowiłaś się już?- Powiedział Willuś tak entuzjastycznie, że aż mnie głowa zabolała.
- Nie, nie zastanowiła się. I mam nadzieję, że odrzuci Twoją propozycję.- Muszę szybko coś wykombinować. To, że ja dla niego pracowałam, nie znaczy, że ona musi. Chociaż wyglądał tak bezbronnie i słodko leżąc na łóżku z wyciągniętą nogą. Ehh... I tak nadal był mendą społeczną bez uczuć, jeszcze zraniłby moją drugą "ja".
- Jak mogłem tego nie zauważyć! Ale teraz oddaj mi Hiran z powrotem, chcę z nią pogadać.- Podeszłam do niego i usiadłam na łóżku tuż obok jego chorej kończyny.
- Masz dla mnie jakąś robotę?- Uśmiechnęłam się słodko udając, że nie słyszałam jego wcześniejszej wypowiedzi.- Mam wielką ochotę kogoś podziurawić- "Znowu!?" Spojrzałam na niego i szybko odwróciłam wzrok... O nie, to jednak nie był dobry pomysł, by na niego patrzeć. Jeszcze dostanę wyrzutów sumienia. Cholera! Ja dostaje wyrzutów sumienia!? Chyba sekretareczka rzuca mi się na mózg... Will patrzył na mnie przez chwilę, po czym wrócił do swojego komputerka. Super... jeszcze teraz mnie ignoruje. Trudno! Płakać nie będę! Wyszłam biegiem z pokoju i zatrząsnęłam za sobą drzwi. Już widzę jak robi mu się banan na twarzy, bo udało mu się mnie rozgniewać. Otworzyłam frontowe drzwi i od razu poczułam chłodne powietrze w płucach. Mój motor stał tam gdzie go zostawiłam, czyli obok wielkiej uschniętej topoli. Podeszłam do pojazdu i przejrzałam dokładnie. Zostały ślady krwi na karoserii. Wyjęłam suchą ścierkę z małej kieszonki w gorsecie i zaczęłam starannie polerować swoje cudo. Mimo wszystko byłam straszną pedantką, dlatego zawsze uważałam by krew przypadkiem nie trysnęła na mój strój... Chociaż w zeszłym miesiącu musiałam kupić cztery nowe zestawy, ze względu na to, że krew nie schodzi za dobrze, a zwłaszcza z białych ubrań. Dobra, dość tego dobrego! Wsiadłam na motor. Może i nie miałam do wykonania żadnej roboty, ale nic nie stoi na przeszkodzi, żeby pojechać i coś rozwalić, albo kogoś zabić. Ostatnio zrobiłam niezłą rozróbę w barze, bo facet nie miał whiskey... No, ale serio! Jak można nie mieć whiskey w barze?! Usłyszałam skrzypniecie drzwi frontowych. Odwróciłam głowę i...
<Willuś? Garahart?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz