Ciemna, cicha noc. Wszędzie pusto, nie widać ani jednej
żywej duszy. No oczywiście jestem ja i ta opryszczka, którą trzeba wycisnąć.
Myślał, że go zgubiłam, bo stracił mnie z oczu. A tu niespodzianka! Zeskoczyłam
z budynku i wylądowałem tuż przed jego butami. W ręku trzymałam swoje kochane
lasso, a raczej coś podobnego, bo pokryte było metalem. Ojojjj będzie bolało.
Gościu już chciał zwiewać, ale ja spokojnie zakręciłam ręką i facet już był
mój. Wydzierał się i kręcił jak ciągnęłam go do siebie.
- Błagam cię… ja przecież nic nie zrobiłem! Proszę, mam dwójkę dzieci!- Na kolanach coś tam gderał.
- Błagam cię… ja przecież nic nie zrobiłem! Proszę, mam dwójkę dzieci!- Na kolanach coś tam gderał.
Nie lubiłam tego słuchać. Tym razem musiałam go tylko zabić,
nie musiałam wyciągać z niego żadnych informacji, (co oznaczało mniej zabawy).
Nie wnikałam zbytnio, co zrobiły moje ofiary, że zlecono mi je zabić. Jeszcze
to moja chora podświadomość, zaczęłaby się ciskać, żeby go uwolnić. Jeszcze,
czego! A za co niby miałam płacić za mieszkanie! Praca sekretarki nie przynosi
dużych zysków, więc ta miła smarkula powinna mi jeszcze dziękować!
- Zamknij mordę! Wkurwiłeś mnie tym gadaniem! Teraz nie będę już taka miła. - Może powinnam, go jednak trochę po torturować. W oddali usłyszałam śmiechy nocnego patrolu. No pięknie! I koniec mojej zabawy!- Masz szczęście, nie będzie bolało.- Wyciągnęłam sztylet i poderżnęłam mu gardło.
- Zamknij mordę! Wkurwiłeś mnie tym gadaniem! Teraz nie będę już taka miła. - Może powinnam, go jednak trochę po torturować. W oddali usłyszałam śmiechy nocnego patrolu. No pięknie! I koniec mojej zabawy!- Masz szczęście, nie będzie bolało.- Wyciągnęłam sztylet i poderżnęłam mu gardło.
Ohhh… Jak ja lubiłam ten wytrysk krwi! Niestety nie miałam
czasu popatrzeć na ciało i jak powoli ulatuje z niego cała krew. Wspięłam się
po balkonach starego budynku i już mnie nie było. Zdążyłam tylko usłyszeć
krzyki policjantów. I tak mnie nie znajdziecie! Hahahahahaha! Mój motor miałam
postawiony ponad kilometr stąd. Nie mogłam zejść na dół zbyt szybko, więc
jeszcze trochę poskakałam po dachach. W pewnym momencie zauważyłam całodobowy
sklep, a raczej pozostałości ze sklepu. Tynk odpadał, dach był dziwnie
zapadnięty, a wszystko groziło zawaleniem. Zaburczało mi w brzuchu, no cóż,
może nic mi się nie stanie. Zeszłam z budynku i pokierowałam się w stronę
marketu. Od wejścia wyczułam smród szczurów i innych paskudnych rzeczy. Trzeba
będzie wybrać coś szczelnie zamkniętego. Na ladzie leżał jakiś typek.
Sprawdziłam puls. Nie żyje, ale ciało jest jeszcze ciepłe. Coś czuje, że będę
miała gościa. Wyjęłam swój słodki rewolwer dźwięcznie nazwany Pieprzniczką
Sharpsa. Usłyszałam dźwięk spuszczania toalety. Zaraz, jaki debil, korzystałby
z kibla w takim miejscu? Z obrotowych drzwi po przeciwnej stronie lady, wyszedł
jakiś przystojny knypek. Popatrzyłam na niego i wycelowałam w niego rewolwer.
<Willuś? >
<Willuś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz