Ruszyłam w podskokach do pokoju Garaharta. Było gorzej niż
myślałam, ale moje zwinne i zgrabne rączki sobie z tym poradzą! Zaczęłam od
łóżka. Okazało się, że środkowa noga się złamała, przez co wszystko inne też
poszło. Szybko wszystko podparłam jakimiś książkami, które znalazłam na dnie szafy
i jakoś się trzymało… Właśnie, jakoś, bo jak tylko usiadłam znowu się
rozwaliło. Trzeba spróbować inaczej… Wyjęłam wszystkie nogi, a raczej ich
pozostałości i już wszystko grało. Jakbym nie mogła zrobić tak od razu… Teraz
pozostało tylko posprzątać rozwalony zegar i kubek.. Miejmy nadzieje, że nie
był sentymentalistą, bo nic z tym nie mogłam już zrobić. Przed wyjściem jeszcze
raz spojrzałam na moje dzieło. Było tak jak powinno być, miejmy nadzieję, że
Garuś nie zauważy różnicy.
Teraz pozostało mi już tylko pójść do… Ehhh… właściwie gdzie powinnam pójść?
Zajrzałam do Willa. Biedak się nudził. Leżał bez ruchu z otwartymi oczami…
przerażające.
- Ekhem… Will? Gdzie mam spać?- Zapytałam.
William otrząsnął się i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się od
uch do ucha pokazując ząbki. Jak ja go kocham! To jest aż chore. Ale z radością
mogę obwieścić, że jakby miłość była chorobą i wymyśliliby na nią lek, nie wzięłabym
go. To było takie przyjemne uczucie. Głos Willa wyrwał mnie z zadumy:
<Will? Mogę z tobą spać? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz